Szanse do wykorzystania
thinkstyle urywki

Wyścig z czasem

2017 za oknem. -16 stop­ni w ser­cu i pie­kło w gło­wie. Tak się zaczął ten Nowy Rok. Nie pytam czy tak masz, bo się nie przy­znasz, ale może z tym uryw­kiem będzie Ci raźniej.

Mój kot, ten tri­ko­lo­ro­wy - Rita leży mi wła­śnie na kola­nie i przy­tu­la się do jed­nej z piszą­cych rąk. W tle leci Geo­r­ge Haris­son i Clap­ton w pięk­nym utwo­rze z genial­nym tek­stem i tema­tem gita­ro­wym, Some­thing, może znasz?

Wie­le uryw­ko­wych tek­stów powsta­ło na zaple­czu, ale nie ujrza­ły jesz­cze świa­tła dzien­ne­go. Nie były dość dobre, choć nie mia­ły szan­sy się spodo­bać. 2016, zwłasz­cza koń­ców­ka to był trud­ny czas. Zmę­cze­nie, nie­wy­spa­nie i przy­gnę­bie­nie w ocze­ki­wa­niu na upra­gnio­ne Świę­ta - to melo­dia ostat­nich 2 mie­się­cy. I jakoś tak trud­no się cie­szyć, gdy nie ma do cze­go. Zada­ję sobie pyta­nie czy jest w tym coś złe­go, że się nie cie­szę? No i w tym, że tak sobie tu dziś luź­no o tym piszę do Cie­bie, Nieznanej/Nieznanego.

Chcia­łem pod­su­mo­wać minio­ny rok. Ury­wek już był. I nie zdą­ży­łem, nie opu­bli­ko­wa­łem, nie czu­łem, że war­to. Bo ludzie w necie piszą pod­su­mo­wa­nia, w radio słu­cha­my pod­su­mo­wań, w tele­wi­zji każ­dy się z każ­dym pod­su­mo­wu­je na co dzień aż zanad­to. A ja? Tak sobie żyję obok tego całe­go zgieł­ku i jestem chy­ba nie­szczę­śli­wy. Nie z tego powodu.

Wie­le rze­czy mi się uda­ło, jak choć­by powrót na kra­kow­skie łono i powrót do pra­cy. To wie­le? - iro­nicz­nie zapy­tasz. Tak, to dla mnie bar­dzo wie­le. Bo wszyst­kie porad­ni­ki od pozy­tyw­ne­go myśle­nia i pod­no­sze­nia się po kry­zy­sach mówią, że możesz wszyst­ko (ponoć nawet jakiś Japoń­czyk roz­ło­żył już para­sol tam, gdzie słoń­ce nie zaglą­da). Nawet, gdy wszyst­ko się wali, zawsze pozo­sta­ją przy­ja­cie­le (ponoć pozna­je się ich w bie­dzie i ja to potwier­dzam). I tak szcze­rze, to te uni­wer­sal­ne powie­dze­nia to bzde­ty powta­rza­ne, by się nie zła­mać do koń­ca. Nadzie­ja w koń­cu umie­ra ostat­nia, a kry­zys nie był­by kry­zy­sem, gdy­by nie bez­sil­ność i brak wpły­wu. Trze­ba prze­trwać i to jest meto­da, żeby po cza­sie znów być w siodle.

Na razie jeż­dżę na kucy­ku. Na wierz­chow­ca jesz­cze mnie nie stać, ale kto wie, co przy­nie­sie jutro.

Najlepszość powszechna

Dla­te­go powiem Ci tak, mój Ty inter­ne­to­wy Zna­jo­my, że to moje wie­le wyglą­da na nie­wie­le, a ja i tak się z tego cie­szę. Ocze­ki­wa­nia cią­gle za duże, potrze­by zbyt wyide­ali­zo­wa­ne i te moty­wa­cje zewnętrz­ne, któ­re cza­sem bar­dziej niż naj­więk­sza poraż­ka zabi­ja­ją kre­atyw­ność i potrze­bę zmia­ny. Chy­ba cią­gle nie doj­rza­łem (sic!) do nie-porów­ny­wa­nia się. Chęć bycia w naj­lep­szo­ści pod­ci­na gałąź rado­ści, na któ­rej od cza­su do cza­su wypa­da mi usiąść. To taki sar­kazm losu jest, gdy wspi­nasz się po kolej­nych pię­ter­kach w koro­nie drze­wa roz­wo­ju, a ono sobie w naj­lep­sze rośnie i nie inte­re­su­je go, że wcho­dzisz coraz wol­niej. Im wyżej, tym gęściej, a czu­bek cią­gle się oddala.

Zie­mia mi się za szyb­ko obra­ca, życie jakoś dziw­nie prze­cie­ka przez pal­ce. Czyż­bym przed­wcze­śnie miał kry­zys 40-lat­ka? Spy­cham taką roz­k­mi­nę na mar­gi­nes zmę­cze­nia i nie­pew­nej przy­szło­ści. Nie dzi­wię się sobie, zauwa­żam tyl­ko, że impas nie może trwać wiecz­nie i "kie­dyś przej­dzie". Jeśli jesteś prak­ty­kiem, powiesz zaraz - Cho­pie! Otrzą­śnij się i roz­wią­za­nia szu­kaj, bo się samo nie zro­bi. I pew­nie będziesz miał rację, a ja po raz kolej­ny zaprze­czę i chwi­lę póź­niej zro­zu­miem, że muszę znów popra­wić coś, gdzieś, za pomo­cą cze­goś, bo to roz­wój jest!

Będę sobie wma­wiał, że nie muszę być naj­lep­szy, ale że jestem wystar­cza­ją­co dobry. Będę w tym 2017 powta­rzał to zda­nie jak man­trę, bo w sumie, żeby wygrać mara­ton, trze­ba wziąć w nim udział i nie­ko­niecz­nie jako naj­szyb­szy zawod­nik. Poja­wia się jed­nak inne, waż­niej­sze pyta­nie: czy war­to brać udział w każ­dym wyścigu?

Żyć życie

Jest jeden wyścig, któ­ry moż­na prze­grać - zma­ga­nie się z upły­wa­ją­cym cza­sem. Dla­cze­go moż­na? Kwe­stia zale­gło­ści. Jest czas na czy­ta­nie "Winet­tou" i "W pusty­ni i w pusz­czy", jest czas na dys­ku­sje o 4 nad ranem, gdy stra­żak wcho­dzi na solo, jest czas na śmie­cha­wę do kolej­ne­go głu­pie­go odcin­ka "Przy­ja­ciół". Z cza­su nie da się wymi­gać, a pró­bu­jąc z nim wygrać, moż­na się zaco­fać w życiu. Takie­go tu i teraz, z któ­re­go nie korzy­sta­my, bo kon­we­nan­se, bo kie­dy indziej, bo nie jestem goto­wy, bo muszę nad­ro­bić zaległości.

Nie jestem spe­cja­li­stą w zamy­ka­niu roz­dzia­łów, zwłasz­cza gdy nie są skoń­czo­ne. Jak sobie pozwa­lam na nie­do­rób­kę i przed­wcze­sny koniec - życie wyda­je mi się takie nie­peł­ne i bez jako­ści. W ten spo­sób zbie­ram kapi­tał uste­rek, któ­re uwie­ra­ją, nie dają spo­ko­ju, wzma­ga­ją poczu­cie stra­chu, że znów się nie uda zro­bić cze­goś porząd­nie. Nie­odwie­dzo­ne kra­je, nie­wy­wo­ła­ne zdję­cia, nie­wy­pa­ły towa­rzy­skie, nie­wy­ko­rzy­sta­ne szan­se na biz­ne­sy życia, nie­spło­dzo­ne dzie­ci, nie­wy­bu­do­wa­ne domy i nie­po­sa­dzo­ne drzewa.

Pew­nie i Ty masz rupie­ciar­nię kiep­skich doświad­czeń na stry­chu pod zimo­wą czap­ką. Ale pocie­szę Cię. Nie ma złych doświad­czeń, są po pro­stu doświad­cze­nia i z nimi się żyje życie. Praw­dzi­we, nie­fejs­bu­ko­we, nie­te­le­fo­nicz­ne, nie­in­sta­gra­mo­we. Z garst­ką ludzi, któ­rzy kocha­ją Cię i zno­szą na co dzień, ale któ­rzy bez Cie­bie po cichu umie­ra­ją. Z dobrą muzy­ką i filo­zo­fią przy dobrym piwie, łyska­czu z lodem, po któ­rych przy­jem­niej wró­cić na zora­ną tro­ską pla­ne­tę Zie­mia. Z nie­zgo­dą na bez­war­to­ścio­wość, miał­kość i na za dro­gie kom­pro­mi­sy, za któ­re odset­ki spła­ca się do koń­ca życia. Z pro­stą wia­rą, że jutro moż­na sma­ko­wać kolej­ny dzień.

Cze­go więc życzę sobie i Tobie w 2017? Żeby się nam oboj­gu świat nie skoń­czył i aby­śmy potra­fi­li w nim koń­czyć to, co zaczę­li­śmy. Bez zale­gło­ści w życiu i z poczu­ciem, że ono jest naj­lep­sze z tych, na któ­re nas stać. Ze spo­tka­nia­mi war­ty­mi poświę­co­ne­go cza­su i z ludź­mi god­ny­mi uwagi.

Niech Cię spo­tka 365 dobrych dni 🙂

  • Ania

    Dla mnie to był dobry rok. Jeden z naj­lep­szych jak dotąd. Rok prze­pro­wadz­ki, remon­tu i zare­czyn. Rok cał­ko­wi­tych zmian w życiu i w ser­cu. Inspi­ra­cji. Zwy­czaj­nej. Z małych, drob­nych spra­wek. Inspi­ro­wal mnie pada­ją­cy deszcz i świe­cą­ce słoń­ce. Inspirl­wal mnie Pan w mar­ke­cie budow­la­nym poka­zu­jąc nam kolej­ny rodzaj pane­li pod­ło­go­wych i Pani na tar­gi, sprze­da­jąc naj­lep­sze jabl­ka w mie­ście i opo­wia­da­ją­ca o tym jak sad stał się całym życiem mimo że chcia­ła być leka­rzem i nawet skoń­czy­ła medycynę.
    Rok zamknię­tych rozdziałów.dokładnie 2. Czy dobrze? Nie wiem
    Ale wiem że naj­lep­sze dopie­ro przed nami.
    I tego Ci życzę aby naj­lep­sze było przed Tobą. 

    P.S wspo­mnia­łam ostat­nio nasze dłu­gie konwersacje.. 😉

    • O, to spo­re zmia­ny u Cie­bie 🙂 Pani z tar­gu zawsze na prop­sie. Dzię­ku­ję za życzenia 🙂

      PS
      Kon­wer­sa­cje były na tam­ten czas bar­dzo potrzeb­ne i za nie po raz kolej­ny dziękuję 🙂