Dotyk wizerunku
felietony

Wyobraźnia fałszuje rzeczywistość

W zasa­dzie mógł­bym zakoń­czyć na tytu­le. Mimo to pozwo­lę sobie dodać parę zdań.

Gdzieś tam, kie­dyś obi­ło mi się o uszy sło­wo kre­acja. Póź­niej spo­tka­łem inne, wize­ru­nek, a zaraz za nim - mar­ke­ting. Nie będę defi­nio­wał tych pojęć. Zgod­nie z #takja­kjest wolę zasta­no­wić się dla­cze­go nie widzi­my ostro i po co doty­kać, żeby się prze­ko­nać.

Jestem lepszy, jestem gorszy

Iden­ty­fi­ku­je­my się poprzez porów­na­nia. Nie ma co z tym wal­czyć - tak po pro­stu jest. Jeśli ktoś osią­gnął w życiu wię­cej niż my, czu­je­my się gor­si. Z kolei, gdy komuś mozol­niej idzie zdo­by­wa­nie szczy­tów, docho­dzi­my do wnio­sku, że jeste­śmy lep­si, bo np. sku­tecz­niej­si. I moż­na powie­dzieć, że jest w tym jakiś błąd logicz­ny, bo prze­cież nie moż­na war­to­ścio­wać na pod­sta­wie doko­nań. Każ­dy ma pra­wo do inno­ści, sta­wia­nia sobie celów, któ­re są w jego zasię­gu i życia takie­go, w jakim czu­je się naj­le­piej. Bez pre­sji na wymo­gi spo­łe­czeń­stwa.

Nie­ste­ty to nie dzia­ła. Ide­ali­stycz­ne mnie­ma­nie, że panu­je spra­wie­dli­wość w oce­nie (mimo zmia­ny kry­te­riów) jest moc­no naiw­ne i nie ma się co łudzić, że moż­li­we. Nie­je­den pró­bo­wał prze­pchać takie myśle­nie i koń­czy­ło się to zawsze klę­ską.

No ale co z tym wizerunkiem?

Każ­dy z nas go ma. Korzy­sta­my z nie­go, kształ­tu­je­my, budu­je­my, burzy­my, zmie­nia­my, czę­sto nie­świa­do­mie. Żeby go okre­ślić potrzeb­ne jest nam oto­cze­nie, któ­re widzi nas taki­mi, jaki­mi jeste­śmy. Albo jaki­mi chce­my, by nas widzia­ło, a wte­dy mija się z nami praw­dzi­wy­mi.

Wra­ca­my do podzia­łu lep­szy-gor­szy. Jak się "sprze­da­my" świa­tu (i tu mam na myśli świat jako więk­szość), tak będzie­my odbie­ra­ni. Resz­tę zała­twia wyobraź­nia. Trud­no zmie­nić bie­gu­ny, z gor­sze­go na lep­szy, gdy w wyobraź­ni więk­szo­ści zafunk­cjo­no­wał już okre­ślo­ny wzo­rzec. Zawsze moż­na sta­rać się go kształ­to­wać, tyl­ko czy wte­dy na pew­no nie zosta­nie to ode­bra­ne jako zmia­na opa­ko­wa­nia, a nie jego zawar­to­ści?

Ty wczorajszy, Ty jutrzejszy i wyobraźnia

Bar­dzo rzad­ko zda­rza się nam odczy­tać fak­ty, tak wprost. Żyje­my w dobie inter­pre­ta­cji i dla­te­go spra­wy wcze­śniej jasno okre­śla­ne, sta­ją się dziś prze­sad­nie zamglo­ne. Kolo­ro­we cza­sy, bez czer­ni i bie­li - mamy więk­szą tole­ran­cję na rela­ty­wizm. Nie dziw­ne, że dzię­ki temu wize­ru­nek stał się bez­cen­ny, a przez to prze­ce­nia­ny. Bo z nim jest jak z poezją: for­ma i treść nie zawsze idą w parze.

Lubi­my się kre­ować. Nie­ko­niecz­nie na kogoś kim nie jeste­śmy, ale na pew­no lep­sze­go niż się widzi­my. W jakimś sen­sie odpo­wie­dzial­ny jest za to opre­syj­ny świat Kenów i Bar­bie, w któ­rym bar­dzo łatwo przy­pi­na się łat­ki, kry­ty­ku­je, a nawet oplu­wa, nie­raz bez­pod­staw­nie. War­to było­by nas poza­my­kać na chwi­lę w jakimś Big Bro­the­rze, bo wte­dy wyszło­by kim napraw­dę jeste­śmy. Nie da się prze­cież wiecz­nie uda­wać, stro­ić piór­ka, być ide­al­nym. A prze­cież tak lubi­my być podzi­wia­ni za swo­ją wyjąt­ko­wość.

Bo w rze­czy­wi­sto­ści jeste­śmy wyjąt­ko­wi - każ­dy z osob­na. Gdy zle­je­my się w gru­pę - róż­nie wypa­da­my sto­jąc w sze­re­gu, ale to nie ozna­cza, że nie sta­no­wi­my war­to­ści jako jed­nost­ka. I to jest fakt. Resz­ta to nasze wyobra­że­nia.

Im mniej doce­nia­my sie­bie, tym bar­dziej fawo­ry­zu­je­my tych lepiej widocz­nych (ale czy widocz­nie lep­szych?). W takich momen­tach napraw­dę war­to spa­cy­fi­ko­wać wyobraź­nię racjo­na­li­zmem. Twar­de dane, licz­by, fak­ty, efek­ty dzia­łań - to są nie­pod­wa­żal­ne wskaź­ni­ki, któ­ry­mi może­my zmie­rzyć sie­bie, jeśli tyl­ko tego potrze­bu­je­my.

Z wyobraź­nią nie ma żar­tów. Bez niej - kiep­sko, z nią - nie­bez­piecz­nie. Jak już jest - niech nam słu­ży i poma­ga we wzra­sta­niu, bo ma nie­zwy­kłą moc kre­owa­nia cze­goś z nicze­go. Tak więc - może­my o sobie myśleć w kom­plet­nie ode­rwa­ny od rze­czy­wi­sto­ści spo­sób. I szko­dzić. Trud­niej wybrać dro­gę fak­tu, ale i łatwiej cie­szyć się wte­dy sobą, odrzu­ca­jąc porów­na­nia z kimś innym.

Bo jedy­nym kimś, z któ­rym możesz się porów­nać, to Ty wczo­raj­szy i Ty jutrzej­szy, a Twój zewnętrz­ny wize­ru­nek jest skut­kiem ubocz­nym wybo­ru mię­dzy nimi. Łatwa prze­szłość nie ozna­cza łatwej przy­szło­ści, trud­na zresz­tą też. Wystar­czy pra­wi­dło­we wyko­rzy­sta­nie wyobraź­ni i dzia­ła­nie. Wte­dy rze­czy­wi­stość potwier­dzą fak­ty, a tym już nie da się zaprze­czyć.

Idę sobie powy­obra­żać. Niech się dzie­je.