Myśli kanapkowe
urywki

Urywki: Równouprawnienie

Sie­dzę i bez­myśl­nie gapię się w moni­tor. "Napi­szę, to dobry moment" - zaga­jam do niej, a ona... mil­czy.

Jeśli piszesz - wiesz, co mam na myśli. "Zdra­dli­wa wena, raz jej, raz jej nie ma" - Kali­ber 44 się nie mylił. Zaczy­nam być zmę­czo­ny tym sta­nem, gdy mój samo­kry­tyk każe zamknąć dziób i się nie odzy­wać, a ser­ce rwie się, by powie­dzieć. Cokol­wiek! Byle z sen­sem. Prze­py­chan­ka, w któ­rej więk­szą siłę prze­bi­cia ma kry­tyk. Ser­ce prze­gry­wa z kre­te­sem.

Mnie to boli, dosyć moc­no, że chciał­bym wię­cej niż mogę. Albo mogę wię­cej niż chcę, ale gdzieś tam na począt­ku dro­gi poja­wia się wąt­pli­wość czy brnąć dalej, po czym kieł­ku­je i każe prze­stać zanim zacznę. Wszyst­ko było prost­sze, gdy byłem młod­szy i choć sta­reń­ki też nie jestem, to trud­niej mi dać się ponieść emo­cjom, bo wiem, że za nie zapła­cę. Codzien­nie podej­mu­ję decy­zje, z któ­rych wyni­ka­ją moje dal­sze losy. To nic odkryw­cze­go. Każ­dy tak ma. Wiem też, że brak decy­zji to jakaś decy­zja, a nie lubię tra­cić kon­tro­li.

Więc zde­cy­do­wa­łem!

Co jakiś czas, gdy nie zawie­dzie mnie mój osąd, podzie­lę się tutaj poury­wa­ny­mi myśla­mi. Nie­do­koń­czo­ne two­ry, suro­we szki­ce bez kształ­tu, pro­lo­gi do kolej­nych felie­to­nów - swo­iste kró­le­stwo cha­osu, z któ­re­go pod­da­nych nie był­bym zado­wo­lo­ny w for­mie peł­nej, nie­po­ury­wa­nej.

Podo­ba się pomysł? Mnie bar­dzo. Zapra­szam na Uryw­ki #1.

***

Za mało mówię o sobie. Spo­strze­głem się na tym, gdy zaczą­łem słu­chać innych, tak dokład­niej. Każ­dy czło­wiek ma skłon­ność do ego­izmu, zako­do­wa­nym w DNA. Od dziec­ka uczy się nas, że bycie ego­istą jest be. Póź­niej oka­zu­je się, że nie tyl­ko być nale­ży, ale trze­ba, bo jeśli nie jesteś łow­cą - sta­jesz się zwie­rzy­ną. Ja tam nie chcę być upo­lo­wa­ny, bo źle zno­szę wszel­kie­go rodza­ju sidła. Lubię za to wie­dzieć o co wal­czę, dla­cze­go i czy na pew­no dobrze wybra­łem opo­nen­ta. Rodzi się jed­nak pyta­nie: po co w ogó­le wal­czyć? Zmę­czo­ny potrze­bą kon­fron­ta­cji, gdy tyl­ko wzbu­rzo­ne morze cich­nie, jak jakiś fana­tyk szu­kam kolej­ne­go sztor­mu. Potrze­bu­ję go jak tle­nu, by czuć, by żyć.

Myśla­łem, że to zmie­nię. Że uciek­nę od swo­ich natu­ral­nych odru­chów i potrzeb. Uwiel­bia­łem kon­fron­ta­cje, ale zosta­łem nauczo­ny odpusz­cza­nia, bycia tym mądrzej­szym. I to naj­więk­sze głup­stwo jakie zafun­do­wa­ło mi dzie­ciń­stwo. Trud­no być wojow­ni­kiem, gdy mię­śnie napi­na­ją się odru­cho­wo, a gło­wa nie daje im zgo­dy na akcję. Tłu­mie­nie męskie­go instynk­tu wpi­sa­ne jest w naszą aktu­al­ną zaoblo­ną kul­tu­rę. Pła­ską, wypo­le­ro­wa­ną, gład­ką, bez gorz­kie­go posma­ku i szorst­ko­ści, któ­re zawsze nada­wa­ły cha­rak­ter natu­rze męż­czy­zny. Za dużo sło­dy­czy, za mało kon­kre­tu face­tach.

Nie żalę się. Po pro­stu trud­no być męż­czy­zną. Teraz, tutaj, dzi­siaj. Świat, któ­ry mnie ota­cza, ma twarz kobie­ty. Ona wbi­ja we mnie oczy i szu­ka man­ka­men­tów, któ­re może wyszy­dzić, by poczuć się lepiej i odwró­cić uwa­gę od swo­ich kom­plek­sów. Kobie­ty są sil­ne - jak czę­sto to sły­szę i czy­tam. Męż­czyź­ni są ogra­ni­cze­ni, zagu­bie­ni i nie­doj­rza­li - rów­nie czę­sto kry­ty­ku­je się moją uko­cha­ną (nazy­wa­ną w duchu rów­no­upraw­nie­nia brzyd­ką?) płeć.

Szko­da słów. Szko­da myśli. Zapi­sa­łem się do masku­li­ni­stów.