Dłonie
felietony thinkstyle

Różne kolory szacunku

O sza­cun­ku pisa­ło już wie­lu i mądrzej niż ja teraz spró­bu­ję. Ale z sza­cun­ku do sie­bie - napiszę.

Odkąd pamię­tam, mam pro­blem z sza­cun­kiem. Czę­sto nie czu­łem się sza­no­wa­ny, nie­raz sam nie sza­no­wa­łem. Tro­chę z nie­świa­do­mo­ści, tro­chę z głu­po­ty, a tro­chę z prze­ko­ry, gdy cze­goś ocze­ki­wa­łem od innych, a sam tego nie dawa­łem. Zja­wi­sko doty­ka (chy­ba?) każ­de­go. Co takie­go magicz­ne­go jest w sza­cun­ku, że tak trud­no się z nim obchodzić?

Oko za oko

Funk­cjo­nu­je­my we wza­jem­no­ści i nie ma w tym nic zdroż­ne­go. Jeste­śmy ludź­mi i lubi­my odwdzię­czać się innym za to, co od nich otrzy­mu­je­my. Pro­blem poja­wia się, gdy nie mamy za co i znaj­du­je­my wię­cej powo­dów do bra­ku sza­cun­ku. "Odpła­cać pięk­nym za nadob­ne" - znasz to powie­dze­nie? Niby pro­ste hasło, a wyra­ża tak wie­le. Nie ukry­waj­my, że jeste­śmy ide­al­ni i po ludz­ku nie mamy potrze­by cza­sem przy­wa­lić za to jaki ktoś jest, o czym i jak się wyra­ża, a osta­tecz­nie jak tak­tu­je innych, w tym nas. Przy­cho­dzi na myśl kato­lic­kie nad­sta­wia­nie dru­gie­go policz­ka, moc­no sprzecz­ne z natu­rą. I gdzie przy takim podej­ściu dbać o sza­cu­nek, przede wszyst­kim do siebie?

Szacunek do siebie

Nie odkry­ję Ame­ry­ki, gdy napi­szę, że pod­sta­wą pod­staw jest sza­cu­nek do same­go sie­bie. Zbu­do­wa­nie go to nie jest rzecz do wypra­co­wa­nia w cią­gu doby. Codzien­nie przy­po­mi­na­nie sobie, na kogo tak napraw­dę jeste­śmy źli, gdy dener­wu­ją nas czy­jeś sło­wa albo roz­je­dzie się dosko­na­le zapla­no­wa­na pra­ca - to sztu­ka racjo­nal­ne­go wycią­ga­nia wnio­sków i praw­dzi­wy sza­cu­nek do sie­bie. Nie bez powo­du myślisz teraz o szcze­ro­ści. Sza­no­wa­nie sie­bie zaczy­na się prze­cież w uczci­wo­ści. Tyl­ko czy zawsze nas na nią stać? Wąt­pię. Sam czę­sto trak­tu­ję się lepiej niż na to zasłu­gu­ję. Spi­ra­la ochro­ny przed kon­se­kwen­cją nakrę­ca się i przy oka­zji robi kuku sza­cun­ko­wi. Bo jak tu sza­no­wać kogoś, kto Cię okła­mu­je w imię dobre­go samo­po­czu­cia, zwłasz­cza jeśli tym kimś jesteś Ty.

Czy szacunek to dobre samopoczucie?

Szu­kam odpo­wie­dzi na to pyta­nie, gdy zaga­lo­pu­ję się w robie­niu sobie (za) dobrze. Cią­gle, ale jak­by nie­ustan­nie na nowo uświa­da­miam się, że w sza­cun­ku kom­plet­nie nie cho­dzi o dobre samo­po­czu­cie. Wyda­je się, że nawet powin­no być nie­mi­ło, nie­przy­jem­nie, gdy jest ku temu powód. Naj­waż­niej­sze, żeby wnio­sek wypły­wał z uczci­wo­ści, a nie z uczu­cio­wo­ści. Może dla­te­go wraż­liw­com trud­niej o sza­cu­nek, bo zbyt wie­le emo­cji kosz­tu­je ich dotar­cie do zim­nej oce­ny rze­czy­wi­sto­ści, a ta jak wie­my - bez chłod­ne­go spoj­rze­nia - ona ule­ga zakrzy­wie­niu i zafałszowaniu.

Nie chce wyjść ina­czej - do sza­cun­ku nale­ży podejść z dystan­sem. Nie­istot­ne, czy to będzie sza­cu­nek do sie­bie, czy do innych ludzi. Zresz­tą, jest tak wie­le jego rodza­jów, że mógł­bym mno­żyć je w nie­skoń­czo­ność. Naj­waż­niej­szym jed­nak wyda­je mi się ten w uję­ciu mię­dzy­ludz­kim, bo on naj­moc­niej nas doty­ka. Może­my nie sza­no­wać sło­wa, świe­cą­ce­go słoń­ca czy rze­czy mate­rial­nych. Dopó­ki nie ude­rza­my bez­po­śred­nio w dru­gie­go czło­wie­ka, świat się nie zawa­li. I właśnie...

Bez szacunku wali się świat

Świat sza­cun­kiem stoi. Nie­raz tyl­ko on trzy­ma cha­os życia w jed­nym kawał­ku. Sza­cu­nek nie nisz­czy świa­ta, bo nie jest popraw­no­ścią. Za to naj­czę­ściej burzy świa­to­po­gląd i wzbu­dza twór­czy nie­po­kój. Gdy­by­śmy wszy­scy słu­cha­li sie­bie nawza­jem, ale tak, żeby zro­zu­mieć, dotrzeć do sed­na, bez oce­ny, z sza­cun­kiem - było­by łatwiej roz­plą­ty­wać nie­roz­wią­zy­wal­ne, sabo­to­wać sche­ma­ty i ste­reo­ty­py, a ener­gię kumu­lo­wać tam, gdzie jest potrzeb­na: w zmia­nie. W tym kon­tek­ście clue jest ela­stycz­ność, a ta koja­rzy­ła mi się źle. Wola­łem wyra­zi­ste poglą­dy, któ­re nie­raz brzmia­ły jak nie­pod­wa­żal­ne defi­ni­cje, bo tak było łatwiej. Dziś widzę to ina­czej. Nie­zmien­ność sta­je się ogra­ni­cze­niem, nie pozwa­la­ją­cym na zna­le­zie­nie prze­strze­ni dla sza­cun­ku, bo sza­no­wa­niem czy­je­goś poglą­du nie jest powie­dze­nie "Ty masz swo­je zda­nie, a ja swo­je - niech każ­dy idzie w swo­ją stro­nę". To czę­sty błąd, któ­ry popeł­nia­my ze złud­nym poczu­ciem, że wszyst­ko z nami w porząd­ku. Tym­cza­sem sza­cu­nek to zro­zu­mie­nie i zada­nie ele­men­tar­ne­go pyta­nia, nie­ska­żo­ne­go kry­ty­ką: dla­cze­go tak to widzisz?

Ile lepiej brzmi "rozu­miem" w porów­na­niu do "nie zga­dzam się", gdy tak na dobrą spra­wę - one mogą ist­nieć w tym samym cza­sie, w ogó­le się nie wyklu­cza­jąc. Odkry­cie na mia­rę Eiste­ina, popro­szę o Nobla!

No to szacuneczek

Żeby rozu­mieć sza­cu­nek, trze­ba sza­no­wać. Żeby sza­no­wać, trze­ba zro­zu­mieć. Żeby zro­zu­mieć, trze­ba ela­stycz­no­ści i szu­ka­nia odpo­wie­dzi na pyta­nia, zwłasz­cza w tema­tach, któ­re rodzą wewnętrz­ny opór. A sza­cu­nek do sie­bie? Bez uczci­we­go wsłu­cha­nia się w sie­bie - nie ma na nie­go szans. Pra­cu­je­my całe życie na to, by być sza­no­wa­ny­mi przez innych, a wpływ mamy tyl­ko na sie­bie, więc wia­do­mo już od kogo powin­ni­śmy zacząć. Co do ota­cza­ją­cych nas ludzi - bez sza­cun­ku nie moż­na nic. Roz­ma­wiać, kum­plo­wać się, przy­jaź­nić, kochać, żyć. Osta­tecz­nie nikt jesz­cze nie widział czło­wie­ka, któ­ry oddy­cha bez tle­nu, a płu­ca prze­cież mają wszyscy.

  • Ania

    Uwa­żam, że żeby sza­no­wać sie­bie, dru­gie­go czło­wie­ka, to wła­śnie trze­ba zacząć od słoń­ca, tra­wy, drzew, zwie­rząt. Moż­na wymie­niać w nie­skoń­czo­ność. Wyda­je mi się, że trze­ba sza­no­wać wszyst­ko w okół, żeby móc zacząć sza­no­wać sie­bie i dru­gie­go człowieka.
    Jeże­li cho­dzi o sło­wo, to... myślę, że ono jest na dru­gim miej­scu do sza­cun­ku do inne­go czło­wie­ka... Naj­pierw sło­wo, a potem cała reszta.

    "Świat sza­cun­kiem stoi. Nie­raz tyl­ko on trzy­ma cha­os życia w jed­nym kawał­ku. Sza­cu­nek nie nisz­czy świa­ta, bo nie jest popraw­no­ścią. Za to naj­czę­ściej burzy świa­to­po­gląd i wzbu­dza twór­czy nie­po­kój. Gdy­by­śmy wszy­scy słu­chali sie­bie nawza­jem, ale tak, żeby zro­zu­mieć, dotrzeć do sed­na, bez oce­ny, z sza­cun­kiem - było­by łatwiej roz­plą­ty­wać nie­roz­wią­zy­walne, sabo­to­wać sche­maty i ste­reo­typy, a ener­gię kumu­lo­wać tam, gdzie jest potrzeb­na: w zmia­nie." z tym zga­dzam się w 100% ina­czej się nie da. Sza­cu­nek jest tu naj­waż­niej­szy. Czyż nie było by łatwiej? 

    Ale skąd czer­pać przy­kład, sko­ro nawet wła­dza, wybra­na demo­kra­tycz­nie, nie słu­cha tych któ­rzy ich wybrali..
    Mają w nosie, tra­dy­cję i posza­no­wa­nie dru­gie­go czło­wie­ka? no jak?

    • Żeby było łatwiej, zazwy­czaj na począt­ku jest trud­niej. Nie chcę wcho­dzić w poli­tycz­ne tony - zale­wa­ni jeste­śmy tym z pra­wa, z lewa i z cen­trum, więc odpusz­czam. Za to coraz mniej widzę osób, z któ­rych moż­na cokol­wiek czer­pać - to się chy­ba bie­rze rów­nież z doświad­cze­nia. Wie­rzy­łem moc­no w żywe ide­ały cho­dzą­ce po zie­mi, a póź­niej oka­za­ło się, że ide­ała­mi nie są. Dziś jakoś wię­cej we mnie prag­ma­ty­zmu i szu­ka­nia sen­su w tym, co jest, szu­ka­nia odpo­wie­dzi na pyta­nia w codzien­no­ści i wraż­li­wo­ści na te życio­we zagwozd­ki. Może to wła­śnie czas, kie­dy sam zaczy­nam myśleć o tym, że powi­nie­nem być przy­kła­dem? To zmie­nia opty­kę. A po przy­kła­dy moż­na się­gnąć w prze­szłość. Co jakiś czas histo­ria lubi się powta­rzać, więc w grun­cie rze­czy nie dzie­je się nic nowego.