Chrupki radosne
thinkstyle urywki

Prawdziwe radości

Ostat­nio moc­niej zaglą­dam w sie­bie i dogrze­bu­ję się do cie­ka­wych tema­tów. Taka poga­dan­ka z sobą może zasko­czyć, a cza­sem potwier­dzić to, o czym wie­my, ale nie chce­my się do tego przy­znać.

"Pokaż, kot­ku, co masz w środ­ku!" zaga­du­ję do sie­bie i wycią­gam na wierzch to, co chcę zaka­mu­flo­wać od zawsze. Jak w Matri­xie, wybie­rasz czer­wo­ną albo nie­bie­ską pastyl­kę i wiesz, co się dzie­je, albo żyjesz w nie­świa­do­mo­ści, nie do koń­ca bło­giej.

Więc ja sobie łyknąłem obydwie...

...prze­pi­łem łyska­czem i się zaczę­ło.

Na ten przy­kład, muzy­ka. Przy­po­mnia­łem sobie jak bar­dzo sie­dzi gdzieś w moim ser­cu na dnie i tego nikt nie zgad­nie, kto miał (nie)wątpliwą (nie)przyjemność mnie poznać. Nie­ustan­nie szu­kam zasko­czeń, choć nie stro­nię od prze­cięt­no­ści. Nie­po­zna­nie muzycz­ne mier­zi mnie i trzy­ma przy zie­mi, gdy zda­ję sobie spra­wę, że do koń­ca życia nie poznam całej muzy­ki świa­ta.

Na ten przy­kład, pisa­ni­na moja. Chciał­bym, a boję się. Pięk­nie, ale przy­ziem­nie. Wul­gar­nie, ale z polo­tem. Praw­dzi­wie, ale zbyt mięk­ko. Ostro, ale nie tyle pie­prz­nie, żeby było smacz­nie. Cią­głe piśmien­ni­cze para­no­je, zlęk­nio­ne tęsk­no­ty, ide­al­ne nie­do­sko­na­ło­ści. Tak w skró­cie wyglą­da pro­ces twór­czy powsta­wa­nia każ­de­go uryw­ka. Zada­je się, że już o tym pisa­łem.

Na ten przy­kład, tech­no­lo­gie, czy tam jakieś inne IT. Pierw­sze kom­pu­te­ry, pierw­sze inter­ne­ty, pierw­sze IRC'e i pierw­sze pro­gra­my, któ­rych nigdzie nie moż­na było dostać. No i Win­dows - stud­nia pro­ble­mów, taka bez dna. Ale to już było i nie wró­ci wię­cej. Za to teraz bez tech­no­lo­gii, choć żyć się da, to nie korzy­sta­nie z nich jest po pro­stu głu­pie. Więc korzy­stam na potę­gę i korzy­stać uczę, o ile sam umiem. Wiem nato­miast, że to zawsze i tak tyl­ko auto­ma­ty, któ­re wymy­ślił czło­wiek. Zdziw­ko.

Na ten przy­kład, roz­mo­wy po świt. Zakom­plek­sio­ny cichy dzie­ciak, któ­ry posta­no­wił prze­stać być brzyd­kim kacząt­kiem. Dużo słu­chał, a póź­niej zaczął dużo gadać. A póź­niej się jed­no z dru­gim pomie­sza­ło i tak sobie trwa do dziś. Cho­dzą plot­ki, że lubię poroz­ma­wiać. I owszem, lubię z każ­dym, kto też lubi. Z tymi nie­lu­bią­cy­mi, mniej lubię, bo w koń­cu z kamie­niem się nie poro­zu­miesz, za twar­da sztu­ka, a w koń­cu i tak go ktoś rzu­ci w wodę. I prze­pad­nie.

Wię­cej przy­kła­dów mógł­bym zna­leźć, bo na ten przy­kład, lubię dać się ponieść wol­no­ści w kre­atyw­no­ści. Nie­wie­le pocho­dzi ode mnie, nie mam kon­tak­tu z tym, co wyj­dzie na zewnątrz, bo jak prze­my­śli­wać i obli­czać coś, co jest czy­ste, suro­we, wyre­za­ne pro­sto z wnę­trza, wol­ne. Bo choć­by nie wiem co, być wol­nym i nosić ten czas nie­po­kor­ny - zawsze war­to.

Banalnie

Jak trud­no zdać sobie spra­wę, że Rie­del miał rację z tymi chwi­la­mi w życiu. One są pięk­ne i są tyl­ko chwi­la­mi. Pstryk, i jutro Cię nie ma. Pstryk, i nie masz celu i kasy. Pstryk, gdzie jeste­ście wszy­scy przy­ja­cie­le moi.

(i jesz­cze kil­ka pstry­ków wię­cej)

Bana­ły rzą­dzą naszym życiem i para­dok­sal­nie one są jego clue. To te małe szczę­ścia, chwi­lo­we rado­ści, momen­ty bli­sko­ści z pra­gnie­nia­mi i tym, co aktu­al­nie nas krę­ci, są wszyst­kim. Jakoś tak się utar­ło, że skom­pli­ko­wa­ne życio­ry­sy i trud­ne prze­ży­cia kształ­tu­ją per­ły, a gdzie miej­sce dla hedo­ni­stów? Suma hedo­ni­stycz­nych chwil pokaź­nie wzbo­ga­ca kon­to doświad­czeń, rów­nie dobrze jak te trau­ma­tycz­ne.

Szu­ka­nie tu balan­su może zgu­bić, a prze­cież naj­ła­twiej powie­dzieć - zagu­bio­ny jestem i co mi zro­bi­cie? Wła­ści­wie to nic. Prze­cież to Two­je zagu­bie­nie i rób Pan sobie z nim, co chcesz.

Wykręć do siebie

Skon­tak­to­wać się ze sobą nie­zwy­kle trud­no, zwłasz­cza jeśli uwa­żasz, że oso­ba, do któ­rej krę­cisz wewnętrz­ny numer, nie war­ta jest tego, by do niej krę­cić. Ale życie poka­zu­je, że nawet z tele­mar­ke­ter­ką moż­na poroz­ma­wiać o pogo­dzie, czy z księ­go­wą o nie­bie­skich mig­da­łach i innych anio­łach.

Czy­li wycho­dzi, że war­to roz­ma­wiać, z inny­mi, ze sobą. Prze­cho­dząc przez cały ten potok słów docie­ra­my w miej­sca do tej pory nie­spo­ty­ka­ne, nowe, dzie­wi­cze. I co cie­ka­we, one prze­sta­ją być czy­jeś. Jak z towa­rem dotknię­tym raz, sta­ją się nasze.

I w zasa­dzie od nas zale­ży, czy będzie­my tyl­ko macan­ta­mi, pamię­ta­jąc że prze­cież to wła­śnie w pozna­wa­niu jest praw­dzi­wa radość. Szu­ka­nie też może być celem.