Pewnego razu
felietony

O pisaniu i tworzeniu

Wiesz jak to jest, gdy dajesz coś od sie­bie? Jaka jest cena Two­je­go wnętrza?

Z dedy­ka­cją dla Indy­go Child i wszyst­kich Kobiet w dniu Wasze­go Święta.

Zada­ję sobie cza­sem te pyta­nia. Zwłasz­cza wte­dy, gdy wena mnie opusz­cza i potrze­bu­ję bodź­ców do pisa­nia, a w życiu jakoś ich brak. Nazbie­ra­łem spo­ro blo­gów, któ­re kie­dyś namięt­nie czy­ta­łem. Zaglą­dam na nie, by zoba­czyć czy ulu­bie­ni blo­ge­rzy żyją, piszą i nadal war­to pamię­tać adre­sy ich stron. Przy­kro mi, gdy napo­ty­kam jakiś temat zastęp­czy, zapchaj­dziu­rę, po prze­czy­ta­niu któ­rej uświa­da­miam sobie, że stra­ci­łem czas.

Gdy zaczą­łem blo­go­wać "na poważ­nie", pisa­łem spo­ro tek­stów. Nie ze wszyst­kich jestem dum­ny - tak napraw­dę z nie­wie­lu. Ale potra­fi­łem "wyge­ne­ro­wać" 3 wpi­sy dzien­nie. Nosi­ło mnie, maglo­wa­ło od środ­ka, potrze­bo­wa­łem wyrzu­cać z sie­bie, wyplu­wać na zewnątrz. Tro­chę tęsk­nię za tym, ale mimo to, nie chcę wra­cać do pisa­nia bo muszę. Wolę wer­sję bo chcę. Doro­słem do wol­no­ści w pisa­niu? Być może.

Nie spo­dzie­wa­łem się, ale ostat­nio dosta­łem maila, w któ­rym zakłu­ło mnie jed­no zda­nie: Coś zanie­dba­łeś tego blo­ga chy­ba tro­chę. Rze­czy­wi­ście, nie roz­piesz­czam nowy­mi wpi­sa­mi, bo nie piszę, gdy nie czu­ję, że to, co wypusz­czę jest coś war­te i takie, jakie być powin­no i jakie jest. Bez wodo­try­sków. Ideą TJJ jest two­rzyć to, co będzie mi się podo­ba­ło, co sam chęt­nie prze­czy­tał­bym u kogo inne­go, co jest inte­re­su­ją­ce. Sta­ję w opo­zy­cji do kli­ka­ją­cych się tek­stów, któ­re mają pod­krę­cać sta­ty­sty­ki. Skła­mał­bym, gdy­bym powie­dział, że nie zale­ży mi na komen­ta­rzach czy pro­po­zy­cjach tema­tów bez­po­śred­nio od Czy­tel­ni­ków. Bez tego blog jest bez sen­su, bo po to jest publicz­ny, aby był czy­ta­ny i komen­to­wa­ny. Nie­ko­niecz­nie musi się to wią­zać z poczyt­no­ścią. Na nią trze­ba zapracować.

Gdy wgry­złem się w tekst przy­sła­ne­go maila - zro­bi­ło mi się głu­pio. Ktoś do mnie dotarł. Ktoś zadał sobie trud, by napi­sać wia­do­mość i zary­zy­ko­wał dzie­ląc się sobą. Trą­cił we mnie wraż­li­wą stru­nę, a dźwięk, któ­ry wyda­ła, choć praw­dzi­wy, nie spodo­bał mi się. Za to skło­nił do refleksji.

Bo jak to z tym moim pisa­niem jest? Jak z ambi­cją. Im więk­sza, tym bar­dziej nie podo­ba mi się to, co stwo­rzy­łem. Dosze­dłem do trud­ne­go punk­tu w życiu - wie­le spraw, rze­czy, wyda­rzeń, któ­re do tej pory sta­no­wi­ły esen­cję, wypło­wia­ło i prze­sta­ło inte­re­so­wać. Z pew­no­ścią mie­szan­ka prze­żyć i metry­ka dają o sobie znać, ale nie chcę się nimi zasła­niać. One nie sta­no­wią rdzenia.

Okle­pa­na opi­nia, że jak nie masz nic do powie­dze­nia, to lepiej milcz, a jak mil­czysz, to zna­czy, że nie­wie­le masz do powie­dze­nia jest nie­praw­dzi­wa. Roz­wią­za­nie "zagad­ki" jest o wie­le prost­sze. To strach para­li­żu­je mówie­nie i pisa­nie. Panicz­ny lęk przed oce­ną i bra­kiem akcep­ta­cji unie­moż­li­wia zapre­zen­to­wa­nie praw­dzi­we­go sie­bie. Naj­ła­god­niej­sze okre­śle­nia na ten stan to nie­śmia­łość i nie­pew­ność. Dwie sio­stry, z któ­ry­mi przy­jaź­ni się (nie­ste­ty) wie­lu wrażliwców.

By pisać, zwłasz­cza publicz­nie, trze­ba mieć odwa­gę, któ­rą na doda­tek war­to kon­tro­lo­wać, aby nie prze­ro­dzi­ła się w bra­wu­rę i osta­tecz­nie sta­ła głu­po­tą. Czy w two­rze­niu powin­no się znać umiar? Każ­dy praw­dzi­wy arty­sta odpo­wie: nigdy! Niech twór­czość pły­wa w oce­anie kre­atyw­no­ści form i tre­ści. Ja się z tym nie zga­dzam. Talent, jeśli jest, trze­ba szli­fo­wać i dosko­na­lić. Autor two­rząc i wysta­wia­jąc na oce­nę swo­je dzie­ło, odkry­wa się. Zosta­je ogo­ło­co­ny z myśli, sta­je bez­bron­ny na wprost odbior­cy. Może sobie wyobra­żać i prze­wi­dy­wać reak­cje, ale jego pla­ny wywo­ła­nia emo­cji czę­sto mija­ją się z efektem.

Pisa­nie, czy bar­dziej ogól­nie - two­rze­nie, nie jest łatwe. Pro­ces, któ­re­go koń­ca nie widać prze­ra­ża i jed­no­cze­śnie zachwy­ca. Balan­so­wa­nie mię­dzy "mogę, chcę, pra­gnę, muszę", a "wypa­da­ło­by" jest przy­go­dą, w któ­rej autor wal­czy sam ze sobą, prze­cią­ga się z myśla­mi, bije z teza­mi, dys­ku­tu­je z wąt­pli­wo­ścia­mi. To cięż­ka pra­ca inte­lek­tu­al­na i dla­te­go nie dziw­ne, że potra­fi zmę­czyć, a trud nie zawsze nagra­dza­ny jest grom­ki­mi brawami.

Podej­mu­jąc się wypo­wie­dzi w prze­strze­ni publicz­nej war­to wziąć pod uwa­gę zysk i stra­tę. Dla każ­de­go czło­wie­ka one mogą sta­no­wić zupeł­nie co inne­go. Dla mnie naj­waż­niej­sze są inspi­ru­ją­ce dys­ku­sje, podej­mo­wa­ne w cie­ka­wych tema­tach, toczą­ce się w gro­nie, w któ­rym panu­je sza­cu­nek i rów­ność. I naj­waż­niej­sze - atmos­fe­ra zro­zu­mie­nia, otwar­te pyta­nia, szcze­re odpo­wie­dzi. Bez kom­plek­sów i o wszyst­kim, co może wnieść war­tość i na co war­to poświę­cić czas.

Dla­te­go piszę tutaj i mam nadzie­ję, że czy­tasz. Nie będę naj­ak­tyw­niej­szym blo­ge­rem świa­ta, ale opu­bli­ku­ję cie­ka­wy tekst o spra­wach, któ­re są takie, jakie są. Do następ­ne­go. Posta­ram się częściej.

  • indy­go child

    Prze­czy­ta­łam dopie­ro teraz. Nie­do­bre rze­czy się dziś sta­ły, więc prze­czy­ta­łam pobież­nie. Ale wró­cę tu. Dziękuję.