urywki

Minęło 365 dni

Za dwa tygo­dnie oka­że się, że jestem tu od roku. Pamię­tam jak chcia­łem wró­cić do pisa­nia i mogę dziś powie­dzieć, że się uda­ło. Ostat­nie 12 mie­się­cy było dla mnie prze­ło­mo­we i jak każ­da zmia­na, ta rów­nież się koń­czy. Idzie nowe.

To będzie chy­ba naj­bar­dziej oso­bi­sty arty­kuł. Cze­ka Cię w nim spo­ro moich prze­my­śleń, kil­ka wnio­sków i jed­na zmia­na.

Zacznę od początku

Kupu­jąc dome­nę takjakjest.pl czu­łem, że kroi się coś poważ­ne­go. Może nie­ko­niecz­nie dla Cie­bie, ale na pew­no dla mnie. Mia­łem plan pod­bo­ju cie­ka­wych tema­tów. Wymy­śla­łem rytm, w któ­rym będę pisał, że niby dwa razy w tygo­dniu. Zro­bi­łem listę tema­tów, któ­re chcę poru­szyć. Szyb­ko się dez­ak­tu­ali­zo­wa­ła albo tra­ci­ła na zna­cze­niu. Cią­gle gdzieś tam w gło­wie coś mi tru­ło: ma być poważ­nie i z sen­sem, ma być na temat. Sko­ro wybra­łem taki for­mat, powi­nie­nem być kon­se­kwent­ny. No i byłem.

Pierw­sze tek­sty pisa­łem z tru­dem. Nigdy nie byłem zado­wo­lo­ny z tego, co stwo­rzy­łem, ale publi­ko­wa­łem. Na począt­ku w mia­rę czę­sto, póź­niej coraz rza­dziej, w koń­cu pra­wie w ogó­le. W cią­gu roku napi­sa­łem 20 arty­ku­łów. Mat­ko Boska, jak mało. Czyż­bym nie miał nic do powie­dze­nia? Biłem się z myśla­mi, że ta moja pisa­ni­na nie ma sen­su. W koń­cu bra­ku­je mi warsz­ta­tu, nie jestem czło­wie­kiem sza­lo­ne­go rene­san­su, a nawet te śre­dnio­wiecz­ne ide­ały, któ­re wyda­wa­ły mi się nie­znisz­czal­ne, już tak nie lśnią. Nie czy­tam tak wie­lu ksią­żek, nie oglą­dam tak wie­lu fil­mów, nawet nie roz­ma­wiam z tak wie­lo­ma ludź­mi. Obser­wu­ję z boku jak wyglą­da świat i jak bar­dzo mi się on nie podo­ba. Nie dla­te­go, że nie jest pięk­ny. Nie jest ide­al­ny, a to dla mnie grzech głów­ny.

Tocząc ten wewnętrz­ny dia­log, poczu­łem jak się duszę, bo po raz kolej­ny wsa­dzi­łem się w ram­ki, w któ­rych mi coraz cia­śniej. Nie­szczę­śli­wość Cię ogar­nia, Moski­cie - musisz coś zmie­nić.

Nie będę ukry­wał, że szu­kam dla sie­bie miej­sca w blo­gos­fe­rze, a tak napraw­dę, to w życiu. Takie, w któ­rym będę czuł się naj­bar­dziej sobą, w któ­rym kry­ty­ka nie będzie odbie­rać mi zapa­łu, w któ­rym będę względ­nie szczę­śli­wy. Na razie nie zna­la­złem. Cią­gle czu­ję się jak wyrzu­tek, ktoś bez­i­mien­ny, żąd­ny suk­ce­su i bez szans, by go osią­gnąć.

Jak pomyślałem, tak zrobiłem

Mam taki kli­mat od lat. Nie wie­rzę w sie­bie, naj­zwy­czaj­niej, po pro­stu. Nie ufam sobie na tyle, by być pew­nia­chą. Gram z rze­czy­wi­sto­ścią i zakli­nam ją, by sta­ła się bar­dziej zno­śna. Uśmie­cham się do ludzi, a nawet pod­no­szę ich na duchu, a gdzieś w środ­ku cią­gle nie jestem zado­wo­lo­ny z życia, z pod­ję­tych decy­zji i krę­cę nosem na sie­bie same­go.

Poszu­kam inspi­ra­cji, poczy­tam histo­rie innych, poprzy­glą­dam się "jak oni to robią" - pomy­śla­łem. I jak pomy­śla­łem, tak zro­bi­łem. Nie dało mi to nic, poza pogłę­bie­niem kli­ma­tu "inni mają lepiej". Zła­pa­łem się na tym, że pod­glą­dam jak żyją obcy ludzie, zamiast sku­pić się na swo­im tu i teraz. Mat­nia i dro­ga doni­kąd. OK, czy­li trze­ba podejść do sie­bie jesz­cze ina­czej.

Poczy­tam swo­je wcze­śniej­sze tek­sty, któ­re w swo­im cza­sie były cał­kiem nie­złe - pomy­śla­łem. I jak pomy­śla­łem, tak zro­bi­łem. Spę­dzi­łem pół nocy na grze­ba­niu się w prze­szło­ści. Mój Boże, jak ja pisa­łem! Te tre­ści aż skwier­cza­ły od chę­ci i były ostre jak paprycz­ka chil­li. Nie bałem się prze­kląć, szu­ka­łem cie­ka­wych form, mia­łem ciśnie­nie na zasko­cze­nie czy­tel­ni­ka, żeby za każ­dym razem, gdy czy­ta, dosta­wał w pysk. Byłem czę­sto bar­dzo bru­tal­ny i dziś już nie potra­fił­bym tak napi­sać. To już nie ja. Czy­li zno­wu - nie tędy dro­ga.

Poczy­tam Tak Jak Jest. Może wca­le nie jest tak źle? - pomy­śla­łem. I jak pomy­śla­łem, tak zro­bi­łem. Wszyst­kie felie­to­ny, któ­re tu moż­na zna­leźć, są mi bar­dzo bli­skie. Te pierw­sze to takie "cza­je­nie się", bada­nie grun­tu i swo­ich moż­li­wo­ści. Póź­niej poja­wi­ła się nie­wiel­ka wia­ra i pisa­nie jak dla mnie lep­sze, bo spo­koj­ne i nie­co lżej­sze. Wypra­co­wa­łem jako taką spój­ność swo­je­go wnę­trza i tego, co publi­ku­ję. No to co jest nie tak?

Zdy­stan­so­wa­łem się jak tyl­ko mogłem i chy­ba już wiem. Podob­nie jak na poprzed­nim blo­gu, zaczą­łem znów pisać głów­nie o sobie, nie na kon­kret­ny temat. Wzbra­nia­łem się jak mogłem przed tym gorz­kim wnio­skiem, ale nie będę się okła­my­wał. Jest tak, jak jest.

W moich arty­ku­łach na tym blo­gu jest jakaś tęsk­no­ta za lep­szym życiem, za lep­szym sobą. Nie ma repor­ter­skich obser­wa­cji, jakie sobie wyobra­ża­łem jako nurt, z któ­rym chcę popły­nąć. Nie chcia­łem pisać pamięt­ni­ka, a powo­li Tak Jak Jest sta­je się dzien­ni­kiem moich prze­żyć, któ­re prze­cież nie powin­ny wisieć w necie pod moim nazwi­skiem. Przy­naj­mniej nie wszyst­kie. W koń­cu odzie­ra­nie się z pry­wat­no­ści to aktu­al­nie czyn­ność bar­dzo pro­sta, a mało kto potra­fi chro­nić intym­ność, przy jed­no­cze­snym ist­nie­niu w sie­ci. Gra­ni­ce cią­gle się prze­su­wa­ją w stro­nę bra­ku gra­nic, a to nie przy­nie­sie nicze­go dobre­go.

Zro­zu­mia­łem, że dal­sze trwa­nie tego miej­sca w obec­nej for­mie nie roz­wi­ja mnie ani czy­tel­ni­ków (jeśli jesteś jed­nym z tych, któ­rzy uwa­ża­ją ina­czej - napisz w komen­ta­rzu). Nie ma celu. Nie podo­ba mi się nawet wygląd i nazwa (nikt jej nie pamię­ta, wszy­scy koja­rzą z Maxem Kolon­ko). Chcę ina­czej i trze­ba zamknąć "pro­jekt".

Zmiany na blogu

Gdy nie mia­łem tema­tu, pisa­łem takie krót­kie wrzut­ki, któ­re nazwa­łem "uryw­ki". Choć for­mat nie jest jakąś rewe­la­cją, to bar­dzo spodo­ba­ło mi się to okre­śle­nie: uryw­ki. Frag­men­ty pew­nej ukła­dan­ki, ele­men­ty jakiejś kon­struk­cji, kloc­ki w tetri­sie. Ide­al­na nazwa dla nowe­go blo­ga! Łatwiej ją zapa­mię­tać, odda­je sed­no, wpi­su­je się w kie­ru­nek, jaki przyj­mu­ję na sta­ro-nowym blo­gu, więc wszyst­ko gra.

Tak, to jest ta wiel­ka zmia­na. Nowa nazwa, nowa dome­na i podej­ście do tego miej­sca. Nie chcę się już silić na coś, w czym czu­ję się źle. Nie zna­la­złem nadal jed­ne­go tema­tu, któ­ry mógł­bym zgłę­biać, ale gdzieś czy­ta­łem, że jak się szu­ka, to się znaj­du­je. Dla­te­go będzie tu róż­no­rod­nie. Jak w wydzie­ran­kach, któ­re robi­ło się w przed­szko­lu za moich cza­sów. Pięk­ne obra­zy, skła­da­ją­ce się ze skraw­ków kolo­ro­we­go papie­ru, przy­kle­ja­nych obok sie­bie. Chcę, aby urywki.pl wła­śnie takie były. Niech każ­dy arty­kuł żyje wła­snym życiem, a połą­czo­ny z inny­mi daje nie­po­wta­rzal­ny widok.

Kolej­ną zmia­ną jest uciecz­ka od nazy­wa­nia moje­go blo­ga think­sty­lo­wym. To okre­śle­nie wywo­dzi się z opo­zy­cji wobec life­sty­lu, któ­ry zalał inter­net, a za któ­rym ja oso­bi­ście nie prze­pa­dam. Jeśli nie zna się kon­tek­stu, nie wia­do­mo w sumie o co cho­dzi, więc nie idę w zapar­te i odpusz­czam. Uryw­ki będą blo­giem świa­to­pod­glą­do­wym. Takie okre­śle­nie naj­bar­dziej do nich pasu­je, bo jestem pod­glą­da­czem świa­ta.

Ostat­nią zmia­ną jest wygląd blo­ga. Ten, któ­ry funk­cjo­no­wał tu dotych­czas, był napraw­dę nie­zły. Zdję­cia jed­nak były za duże, tek­sty zajaw­ko­we mało widocz­ne, a same fot­ki musia­łem napraw­dę ostroż­nie dobie­rać, żeby ład­nie wyglą­da­ły. Sama uży­tecz­ność na wyso­kim pozio­mie, ale zmia­na rów­nież była potrzeb­na. Nowy styl bar­dzo mi się podo­ba i mam nadzie­ję, że Ty tak­że doce­nisz nowy wygląd. Chcę być bli­żej czy­tel­ni­ka, tro­chę poka­zać oraz moc­niej naci­snąć na aspekt spo­łecz­no­ścio­wy, żeby kon­takt był łatwiej­szy i moż­li­wy prak­tycz­nie zaraz po wej­ściu na głów­ną stro­nę.

Jed­nym sło­wem: uprasz­czam. Mam nadzie­ję, że spodo­ba­ją Ci się te zmia­ny. Wszel­kie uwa­gi chęt­nie przyj­mę i zapra­szam do komen­to­wa­nia.

PS

Dotych­cza­so­we tek­sty zosta­ją na swo­im miej­scu. Zmia­na dome­ny nastą­pi w naj­bliż­szych dniach. Cier­pię na brak logo­ty­pu. W sty­lu blo­ga mogą poja­wiać się angiel­skie fra­zy i w ogó­le błę­dy. Będę wdzięcz­ny za sygna­ły, jak coś wyła­piesz.