Kwiatowe okulary
felietony

Kiedy życie przestaje mieć sens

Łatwo się domy­ślić, że życie prze­sta­je mieć sens w depre­sji. Czas o tym napi­sać.

Dużo się mówi o depre­sji, zwłasz­cza na jesień. Zwie­dzi­łem pół inter­ne­tu w poszu­ki­wa­niu infor­ma­cji na ten temat. W więk­szo­ści wyja­śnia­ne jest jak ona wyglą­da, jakie są przy­pusz­czal­nie jej obja­wy, jak ewen­tu­al­nie postę­po­wać z czło­wie­kiem w depre­sji. Chy­ba naj­waż­niej­szym punk­tem jest zawsze stwier­dze­nie, że to cho­ro­ba ule­czal­na.

Na moje wyobra­że­nie depre­sji patrzę przez pry­zmat swo­ich doświad­czeń i wyda­je mi się, że nie moż­na o czymś mówić tak do koń­ca, jeśli nie prze­ro­bi­ło się pro­ble­mu na wła­snej skó­rze. I zada­ję sobie pyta­nie, czy kolej­ny arty­kuł o tym, czym depre­sja jest coś wnie­sie. Ktoś, kto już jest w depre­sji zazwy­czaj szu­ka wyj­ścia, odpo­wie­dzi na pyta­nie, co się ze mną dzie­je, dla­cze­go się dzie­je, co robić i jak zmie­nić ten stan. I szcze­rze, trud­no zna­leźć łatwe roz­wią­za­nia.

Cie­szę się, że powsta­ją takie akcje jak Twa­rze depre­sji. Nie oce­niam. Akcep­tu­ję. Samo hasło prze­wod­nie nakre­śla już jak się powin­no pod­cho­dzić do tej cho­ro­by. Szwan­ku­je psy­chi­ka, a w Pol­sce nie lubi się takich cho­rych. Łatwo przy­pi­na się łat­kę: wariat, nie­sta­bil­ny, do nicze­go się nie nada­je, leń. Mając tę świa­do­mość, co dru­gi Polak nie podej­mu­je lecze­nia, a prze­cież bez facho­wej pomo­cy depre­sja może stać się cho­ro­bą śmier­tel­ną. To już nie są żar­ty, kie­dy w grę wcho­dzi ludz­kie życie, a jed­nak nie wszy­scy decy­du­ją się na pomoc sobie.

Nie ma czło­wie­ka, któ­ry nie zakła­dał­by maski. Depre­sjo­ni­ści sta­ją się dosko­na­ły­mi akto­ra­mi, aby prze­żyć, przez co dodat­ko­wo pogłę­bia­ją swój stan. Dla nich zna­cze­nie sło­wa "prze­żyć" jest mniej wię­cej rów­ne "żeby tyl­ko nikt nie zauwa­żył jaki jestem bez­na­dziej­ny i cho­ry". Ci, któ­rzy nie ukry­wa­ją swo­ich pro­ble­mów są postrze­ga­ni jako gor­si, dla­te­go tak wie­le osób nie przy­zna­je się, co w nich sie­dzi. Spi­ra­la się nakrę­ca i hap­py endu nie widać.

Nie jestem leka­rzem, ale wiem, że nic nie da się zro­bić na siłę. "Ogar­nij się", "weź się w garść" poma­ga­ją w gry­pie, ale w depre­sji są jak szty­le­ty wbi­ja­ne w już i tak zakrwa­wio­ne ple­cy. Nie moż­na wyma­gać od czło­wie­ka bez nóg, aby zaczął bie­gać. Nie dzia­ła też, przy­naj­mniej na począt­ku, stwier­dze­nie "zaak­cep­tuj swój stan", bo jak tu zaak­cep­to­wać to, że nie chce się jeść, pójść pod prysz­nic wyda­je się wyzwa­niem nie do poko­na­nia, a wszy­scy wokół dener­wu­ją swo­ją obec­no­ścią, choć tak bar­dzo łak­nie się ich towa­rzy­stwa. Depre­sja jest esen­cją nie­na­wi­ści do sie­bie i wewnętrz­nej sprzecz­no­ści. To, co wypra­wia z czło­wie­kiem nie daje żad­nych powo­dów do sza­cun­ku wzglę­dem sie­bie. Na czym budo­wać poczu­cie wła­snej war­to­ści, jeśli wokół zglisz­cza i bra­ku­je siły by ten stan zmie­nić? Dodat­ko­wym cię­ża­rem jest obez­wład­nia­ją­ce poczu­cie winy, któ­re przy­gnia­ta do zie­mi i nie pozwa­la wstać.

Gdy­by jed­nak spoj­rzeć na depre­sję z innej stro­ny. Zoba­czyć w niej szan­sę dla sie­bie, na zmia­nę i wery­fi­ka­cję wszyst­kie­go, co do tej pory sta­no­wi­ło trzon dzia­łań i sens. Może zabrzmi to absur­dal­nie, ale jeśli depre­sja jest bło­go­sła­wień­stwem i dzię­ki niej nauczysz się sie­bie od nowa, to uda Ci się doko­nać zmia­ny jako­ścio­wej w życiu.

Ilu ludzi, tyle róż­nych odmian depre­sji. Każ­dy prze­ży­wa ją ina­czej w środ­ku, ina­czej oka­zu­je ją na zewnątrz. To prze­klę­te cho­rób­sko daje jed­nak moż­li­wość zde­rze­nia się z praw­dą o sobie, a raczej ze szcze­ro­ścią wobec sie­bie. Z pew­no­ścią obraz sie­bie w doł­ku nie jest odpo­wia­da­ją­cy fak­tom, ale stwa­rza sytu­ację, w któ­rej nale­ży się pochy­lić i prze­stać od sie­bie tyle wyma­gać. Prze­czy­ta­łem gdzieś, że depre­sja nie doty­ka ludzi sła­bych, tyl­ko tych, któ­rzy byli sil­ni zbyt dłu­go. To wyda­je mi się cał­kiem praw­do­po­dob­ne w przy­pad­ku osób, któ­re ucie­ka­ły od sie­bie i swo­ich emo­cji, nie prze­ży­wa­jąc ich wte­dy, gdy trze­ba było to robić. To wynisz­cza­ją­ce, chu­li­gań­skie wobec wła­snej psy­chi­ki.

Depre­sja zachę­ca do bar­dziej świa­do­me­go życia, do zaj­rze­nia wgłąb, do same­go spodu. Nie jest to wędrów­ka łatwa i bez wybo­jów. Tera­peu­ta będzie szu­kał pod­ło­ża, przy­czyn nie po to, by z nimi wal­czyć, ale by nauczyć cho­re­go je akcep­to­wać i żyć z nimi. Cho­ry może czuć się głup­szy, słab­szy, nija­ki, wybra­ko­wa­ny, nie­nor­mal­ny, bo gdy sta­je obok uśmiech­nię­tych ludzi, któ­rym w jego mnie­ma­niu w życiu wycho­dzi - widzi sie­bie jako kogoś gor­szej kate­go­rii. Od razu przy­cho­dzi na myśl rada "nie patrz na ludzi, patrz na sie­bie, nie porów­nuj się", a to prze­cież nie­moż­li­we, bo żyje­my wśród innych. W dobie pro­pa­gan­dy suk­ce­su, ata­ku­ją­cych nas zewsząd pozy­ty­wów (bo o trud­nych i nega­tyw­nych rze­czach mówić nie wypa­da i koja­rzo­ne to jest z narze­ka­niem) to poprzecz­ka prak­tycz­nie nie do prze­sko­cze­nia.

Marze­niem cho­re­go jest żyć nor­mal­nie. Cie­szyć się, mieć ener­gię, by żyć w swo­im świe­cie, two­rzyć go szu­ka­jąc moż­li­wo­ści i roz­wią­zań, zamiast pod­da­wać się już na samym star­cie jakich­kol­wiek wyzwań. Depre­sja wyma­ga poko­ry i cier­pli­wo­ści. Nagle prze­cież możesz mniej, sam nie potra­fisz się o sie­bie zatrosz­czyć, sta­jesz się zależ­ny, a to jed­no z naj­gor­szych uczuć czło­wie­ka - nie­sa­mo­dziel­ność i bez­rad­ność.

Depre­sja daje moż­li­wość zbu­do­wa­nia się od począt­ku i jest sygna­łem do zmian. Jej wystą­pie­nie utwier­dza tyl­ko w prze­ko­na­niu, że tak jak jest, dłu­żej być już nie może. Poszu­ki­wa­nie sie­bie to trud­ny pro­ces. Defi­nio­wa­nie od nowa, co cie­szy, polo­wa­nie na dobry nastrój, poczu­cie przy­na­leż­no­ści, bycia potrzeb­nym i war­to­ścio­wym. Koniec z oszu­ki­wa­niem sie­bie, że nic mi nie jest, że dam sobie radę, że wszyst­ko się uło­ży. W pew­nych spra­wach po pro­stu się nie uło­ży. Nie ze wszyst­kim dasz sobie radę sam. Tak, coś Ci jest, a Two­im zada­niem jest to zaak­cep­to­wać i jeśli się da - wyko­rzy­stać do celów, z któ­rych do tej pory nie zda­wa­łeś sobie spra­wy.

Nie da się z depre­sji wyjść z dnia na dzień. To wal­ka, pra­ca, czę­sto pobłaż­li­wość i umie­jęt­ność wyba­cza­nia sobie. To przede wszyst­kim pro­ces wyma­ga­ją­cy cza­su. Dla­te­go życie z nią cza­sem sta­je się nie do znie­sie­nia. Moż­na jed­nak spró­bo­wać żyć obok niej i codzien­nie spra­wiać, by nie była całym świa­tem. Nie da się nie myśleć o pro­ble­mach, jeśli bez prze­rwy się o nich czy­ta, słu­cha, oglą­da. Prze­siąk­nąć cho­ro­bą jest bar­dzo łatwo, a oddzie­le­nie się od niej prze­sta­je być moż­li­we. Prze­ciw­dzia­łać to dzia­łać robiąc cokol­wiek. Od małych rze­czy typu umy­cie naczyń, po wiel­kie jak pod­ję­cie pra­cy i zdo­by­cie nowych kom­pe­ten­cji. To moż­li­we, w swo­im, nie­raz żół­wim tem­pie.

Osta­tecz­nie nasu­wa się kon­klu­zja: moż­na żyć, prze­żyć i wyle­czyć się z depre­sji. Tak, zawsze jest nadzie­ja, bez wzglę­du na to, jak bar­dzo jest źle. Dla każ­de­go z nas jest miej­sce na tym świe­cie, dla cho­re­go prze­wle­kle czy okre­so­wo tak­że. Trze­ba pod­no­sić świa­do­mość w spo­łe­czeń­stwie, ale i uczyć je akcep­ta­cji dla ludzi z pro­ble­ma­mi, bo to nie ich wina, że są tacy, jacy są. Cho­rym musi­my poma­gać i udzie­lać wspar­cia, choć­by nie oce­nia­jąc i dając dostęp do nasze­go świa­ta, a gdy­by zabra­kło sił - wystar­czy zmie­nić per­spek­ty­wę. Nie wiesz, czy i Cie­bie nie dotknie depre­sja, nie masz nigdy pew­no­ści. Wte­dy to wła­śnie Ty będziesz ocze­ki­wał tego, cze­go dziś nie dajesz od sie­bie.

Zapa­mię­taj. Depre­sja. Nie oce­niam. Akcep­tu­ję.

  • Anka

    "depre­sja nie doty­ka ludzi sła­bych, tyl­ko tych, któ­rzy byli sil­ni zbyt dłu­go..." świę­ta praw­da, tak wła­śnie jest, ale nie dla­te­go, że ktoś tłu­mił emo­cje, bo ja np zawsze byłam cho­ler­nie emo­cjo­nal­na, wyra­ża­łam emo­cje, a i tak skoń­czy­ło się depre­sją. Bar­dziej cho­dzi tu o to, że tyl­ko dosta­tecz­nie sil­ny potra­fi sobie z nią pora­dzić.... To, że się­gasz dna (łapiesz się nawet osta­tecz­no­ści i tar­gasz się na życie) nie ozna­cza, że jesteś sła­by.

    • Damian

      I to też są świę­te sło­wa. Wycho­dzi na to, że nie ma ludzi sła­bych. Depra jest sygna­łem, że coś jest nie tak. Naj­pierw trze­ba ziden­ty­fi­ko­wać co, a póź­niej spró­bo­wać się z tym zmie­rzyć, choć to począ­tek dro­gi do wycho­dze­nia do słoń­ca.

  • Zuzień­ka

    Od wie­lu mie­się­cy wal­czę z ano­rek­sją. Depre­sja przy­szła wraz z nią (a może na odwrót, może to depre­sja przy­pro­wa­dzi­ła ano­rek­sję? Tego już pew­nie się nie dowiem). Wciąż wie­le rze­czy przy­cho­dzi mi z tru­dem. Dopie­ro gdy zaczę­łam lecze­nie zaczy­nam docie­rać do wnę­trza swo­ich pro­ble­mów. Zaczy­nam odkry­wać sie­bie na nowo. Każ­da zje­dzo­na kolej­na kalo­ria, któ­ra kie­dyś spra­wia­ła nie­sa­mo­wi­ty ból teraz zaczy­na w koń­cu mieć sens. Bywa cięż­ko, ale pora prze­war­to­ścio­wać swo­je życie. Zro­zu­mieć je i przede­fi­nio­wać kil­ka kwe­stii. Może wte­dy uda się pozbyć obu suk i zacząć żyć. Żyć szczę­śli­wie, żyć w zgo­dzie ze sobą.

    • Trzy­mam kciu­ki, na pew­no się uda, a z Two­jej wypo­wie­dzi bije deter­mi­na­cją. Gra­tu­lu­ję tego, co już uda­ło Ci się osią­gnąć i życzę kolej­nych suk­ce­sów.