Jest dobrze!
felietony urywki

Co tam u Ciebie niedobrego?

Rano zawsze robię kawę. Stoję przy ekspresie i czekam. Wokół pojawiają się osoby, które podobnie jak ja czekają na napój, który rozhuśta nasze zaspane mózgi. I tak stoimy w milczeniu, uśmiechamy się. I wtedy właśnie pytam.

"Co u Ciebie dobrego?" - po czym szybko się poprawiam - "Przepraszam, powinienem zapytać co u Ciebie niedobrego?". Zazwyczaj kończy się śmiechem, później uprawiamy potężny small talk, a kawa leje się w kubki i ostatecznie rozchodzimy się z poczuciem, że jest fajnie. A fajnie niestety jest rzadko.

Captain Fantastic

Polecam film o tym tytule. Pokrótce - to historia rodziny, która postanowiła żyć z dala od cywilizacji, zdobywając wiedzę z mądrych książek i ćwicząc ciało w niemal spartańskiej dyscyplinie. Sytuacja zmusza ich, by udali się do miasta. Wtedy zaczyna się jazda, która uświadamia, że pojęcia takie jak szczęście, wiedza i nawet (a może przede wszystkim) miłość - są naprawdę względne.

Właśnie. Ta wszechobecna względność sprawia, że żyjemy na innych planetach. Każdy ma swoją, a łączy nas tylko (chyba) nachylenie orbit. Niby obracamy się w tę samą stronę, krążymy wokół Słońca, ale i promień inny, i atmosfera, i księżyce (o ile w ogóle są). Gdzieś tam od czasu do czasu nawzajem się pozasłaniamy i przez jakiś okres wpadamy we wzajemne zaćmienie. Ono nie trwa wiecznie i jak wszystko na świecie, mija. Ale przez ten czas - ciemność widać.

Wtedy pozostaje rozmowa.

Nie rozmawiamy ze sobą wcale

Mówimy, mówimy i nie rozmawiamy ze sobą. Mówimy, mówimy i przytakujemy, a nie słyszymy. Patrzymy w oczy, głęboko, w skupieniu, a nie rozumiemy. Nie rozumiemy, ale nie pytamy, bo być może te pytania są głupie, a nikt głupi być nie lubi. I tak w kółko. Nie wszystko da się załatwić przy wódce, a wydaje się to ciągle metodą najskuteczniejszą w usuwaniu przeszkód w dogadaniu się.

Wychodzi na to, że w rozmowie najbardziej wsłuchujemy się w siebie. Skupieni tylko na sobie, chcemy by inni też byli skupieni na nas, widzieli naszymi oczami, czuli naszymi uczuciami, myśleli naszymi myślami. Robi się tak ciasno, że brakuje powietrza na dialog, a ten w spotkaniu dwóch osób (nadal przecież!) jest najważniejszy.

"Dogadam się z każdym"

Aspirujesz do tego, by się dogadać z każdym? Powodzenia życzę, bo sam aspirowałem i wiem, że to niemożliwe. Próbowanie dla gimnastyki umysłu - świetna rzecz. By nabrać doświadczenia w dialogu i obserwowacji ludzi - genialna! Pod tym względem - serdecznie polecam.

Kiedy już doświadczysz, że świat nie jest idealny i Ty także nie jesteś chodzącym wzorcem, może dojdziesz do wniosku, że nie warto "się dogadywać". Kłócić się, szarpać, szaty rozdzierać - to jest esencja, choć gorzka, to bezcenna. Dlaczego?

Miałem kiedyś przyjaciela, choć wtedy, gdy się z nim ścierałem o każdą drobną rzecz, nie wiedziałem jeszcze, że się zaprzyjaźniliśmy. Nie było dnia bez różnicy zdań. Można było dostać szału. W pewnym momencie rozjechały nam się ścieżki życiowe i uświadomiliśmy sobie, że bardzo brakuje nam tych potyczek intelektualnych, a z nikim w otoczeniu nie ma o co się ścierać i robić to z taką pasją jak my. Mocna rzecz, mocne doświadczenie, które tylko potwierdza, że bardziej cenię wyrazistość niż dyplomację, zwłaszcza tę jej zgniłą odmianę - polityczną poprawność. Bo od polityki w zwyczajnym życiu już bardzo blisko do życia w polityce, czyli z nieprawdziwą maską na twarzy.

Naturalność

W bałaganach naszych żyć gubimy naturalność, taką prostą spontaniczność pozwalającą na bycie głupim, śmiesznym, nieciekawym, nieinteligentnym, najzwyczajniejszym na świecie szarym człowiekiem. Tutaj, teraz, w tym momencie. Nie na zawsze, może nawet tylko przez te najbliższe 5 minut. Jak często na to pozwalamy?

To brak szacunku do siebie, gdy wolimy być odpowiednio postrzegani niż widziani naprawdę.

Jest stratą czasu otaczanie się ludźmi, z którymi łączy nas niewiele i nawet różnić nie ma za bardzo co, bo rama dyplomacji nie pozwala na najmniejsze dmuchnięcie w żar. Pozostają więc small talki, pytania o pogodę i zagadajki typu "co u Ciebie niedobrego?". Nic więcej.

Na moje standardy - trochę za mało.

PS
A u Ciebie co tam niedobrego? 🙂