Cytrynki
thinkstyle urywki

35 lat

Dobi­łem dziś 35 lat. Dziw­ny to wiek, ale jak uro­dzi­ny, to uro­dzi­ny. Zro­bię sobie pre­zent i prze­rwę ciszę na blo­gu.

Zawsze przy kolej­nych uro­dzi­nach myślę sobie - jak to faj­nie, że doży­łem. Serio. Z każ­dym rokiem przy­cho­dzą wyzwa­nia, któ­re wykań­cza­ją, ale i dają poczu­cie satys­fak­cji, gdy się z nimi upo­ram. I tak naj­więk­szym tego typu wyda­rze­niem w tym roku była dla mnie decy­zja, żeby nie rzu­cić pra­cy i osie­dlić się w Biesz­cza­dach albo jakimś innym Kra­ko­wie, czy­li Gdań­sku. Pla­ny lubią się zmie­niać, więc może jesz­cze wró­cę do roz­k­min na ten temat, ale póki co, wygry­wam ze świa­tem i jak­by nie było źle - lubię ludzi.

Z tym lubie­niem ludzi, to jest róż­nie. Żeby ich polu­bić, trze­ba naj­pierw zapa­łać lubo­ścią do sie­bie, a to bywa kło­po­tli­we. Zacznę jed­nak od tego, że nie­któ­rzy ludzie nie dają się lubić. Współ­czu­ję im, gdy widzę jak robią wszyst­ko, żeby ich nie­na­wi­dzić. Przy­pusz­czam, że są zra­nie­ni, dla­te­go raniąc innych, nadal ranią sie­bie.

Zasta­na­wiam się czy moż­na 'polu­bić', a raczej zaak­cep­to­wać czy­jeś rany, jeśli on sam ich nie akcep­tu­je? Wąt­pię. Powąt­pie­wam rów­nież, czy chcę uczest­ni­czyć w pro­ce­sie samo­ak­cep­ta­cji tak moc­no zra­nio­nej oso­by.

W nie­zau­wa­żal­nym dla mnie momen­cie, sta­łem się zdro­wym ego­istą i prze­sta­ję zanu­rzać się w odmę­tach czy­ichś nie­do­sko­na­ło­ści, do momen­tu, gdy mnie do nich zapra­sza, abym się przyj­rzał, tak po przy­ja­ciel­sku. Wte­dy poja­wia się dru­gi hamu­lec - oce­na cię­ża­ru. Nie wszyst­ko jestem w sta­nie dźwi­gnąć i dla­te­go rezy­gnu­ję.

Nie szko­dzić - jest taka zasa­da. Zapo­mi­na­my, że doty­czy rów­nież nas samych. Sobie zaszko­dzić naj­ła­twiej, ale naj­trud­niej to zoba­czyć i umieć pod­jąć decy­zję, by dłu­żej się nie zga­dzać na takie trak­to­wa­nie sie­bie... przez same­go sie­bie.

...

Prze­czy­ta­łem ostat­nio jeden ze swo­ich sta­rych tek­stów. Pisa­łem go ok. 5 3 lata temu, z poczu­ciem, że wiem wszyst­ko o życiu, że mogę coacho­wać wszyst­kich dooko­ła. Bar­dzo chcia­łem wycią­gać poten­cjał z innych, by lepiej radzi­li sobie w życiu, znaj­do­wa­li wła­sną dro­gę i nie bali się trud­nych decy­zji. Pra­gnie­nie zamie­ni­ło się w obse­sję, a obse­sja w agre­sję. Zaczę­ło się piko­wa­nie w dół i zakoń­czy­ło kata­stro­fą.

Czy dziś uwa­żam, że to było potrzeb­ne? Tak. Bar­dzo tak, bo kto wie, co robił­bym dziś i jak nie­świa­do­mie prał­bym mózgi poten­cjal­nym klien­tom. Cie­szę się, że tego dziś nie robię.

W przy­wo­ła­nym tek­ście zna­la­zło się zda­nie, pod któ­rym nadal się pod­pi­su­ję.

Nie jesteś kowa­lem swo­je­go losu. Jesteś kowa­lem wła­snych decy­zji.

Cie­ka­we doświad­cze­nie, tak poczy­tać sie­bie z prze­szło­ści, nie cał­kiem obce­go, ale jed­nak inne­go. Prze­ko­nać się na wła­snej skó­rze, czy chciał­bym roz­ma­wiać z auto­rem.

Ury­wek, któ­ry czy­tasz też kie­dyś będę prze­glą­dał i przy­po­mi­nał sobie, gdzie życio­wo byłem, gdy go two­rzy­łem. Spi­sy­wa­nie sie­bie ma moc. Nie­pod­wa­żal­nie.

...

Jadę na Hel. Urlop w Gdań­sku, na któ­ry tak dłu­go cze­ka­łem, wresz­cie się dzie­je. Pada? Nie! Leje jak z cebra!

6:00, wyj­ście o 7:30, tram­waj, SKM, póź­niej pociąg. Być na miej­scu o 11:00, taki jest plan.

Jedzie­my SKM i nagle sta­je­my mię­dzy przy­stan­ka­mi. Plot­ka gło­si, że powód zatrzy­ma­nia jest poważ­ny. Ktoś rzu­cił się pod pociąg, nie­da­le­ko toru wyści­go­we­go dla koni. Może hazar­dzi­sta? Mło­dy czło­wiek, mógł żyć.

Cze­ka­my, ale po 20 minu­tach na szczę­ście rusza­my dalej. Nie zdą­ży­my na pociąg w Gdy­ni, przez jakie­goś cho­ler­ne­go hazar­dzi­stę. Cie­ka­we, czy żyje...

Jedzie­my na Hel. Nadal leje, a w pocią­gu nie ma gniaz­dek prą­do­wych i roz­ła­do­wu­je mi się komór­ka, a dosta­ję kolej­ne życze­nia na fej­sie. Miło, bar­dzo miło.

Mija­my kolej­ne sta­cje, mija rów­nież czas. Roz­my­ślam, dla­cze­go tak mnie cią­gnie na Hel. Jest Foka­rium i mnó­stwo obiek­tów woj­sko­wych, gdzie Obroń­cy Wybrze­ża odda­wa­li życie za wol­ność. Ten cho­ler­ny hazar­dzi­sta też oddał za wol­ność, nie­co inną. Mam nadzie­ję, że prze­żył.

...

Jadę na Hel, mam urlop i uro­dzi­ny. Czas mija mi już 35 lat i chce mi się żyć, w wol­no­ści i zgo­dzie ze samym sobą, nie szko­dząc innym i sobie, ale jed­no­cze­śnie doświad­cza­jąc kolej­nych przy­gód.

Życzę sobie stra­chu, któ­ry prze­zwy­cię­żę, pro­ble­mów, któ­re roz­wią­żę, nudy, któ­ra będzie cie­ka­wa, ciszy, któ­ra wykrzy­czy mi mądrość pro­sto do uszu, gło­wy, któ­ra nigdy nie spad­nie mi z kar­ku.

Życzę sobie mieć, któ­re pozwo­li mi bar­dziej być. I nawet niech naj­pierw będzie Hel, żeby póź­niej poje­chać na Heaven.

Niech się speł­ni.